Lodowi wojownicy, czyli historia zimowego zdobywania ośmiotysięczników – część pierwsza

Ludzkość od wieków dążyła ku osiąganiu coraz lepszych wyników, eksplorowaniu dzikich terenów, zdobywaniu niedostępnych szczytów. Nic więc dziwnego, że gdy tylko okazało się, że najwyższymi górami na naszym globie są Himalaje i Karakorum, wspinacze zaczęli organizować wyprawy na ośmiotysięczniki w celu postawienia jako pierwsi ludzkiej stopy na dachu świata. Mimo nienajlepszej jakości sprzętu i słabo zaawansowanych technologii oraz map już w 1950 roku Francuzom udało się zdobyć Annapurnę. W kolejnych latach sukcesywnie pokonywano kolejne ośmiotysięczniki i już w 1964 roku cała lista 14 najwyższych szczytów świata była zapełniona nazwiskami zdobywców. W tym czasie posiadający bogate tradycje wspinania Polacy z racji powojennych trudów i komunistycznych władz nie mieli możliwości eksplorowania azjatyckich gór i byli wyłączeni z organizowania takich wypraw. Gdy w końcu udało im się przekonać partię i wyruszyć w najwyższe góry, zorientowali się, że jeśli chcą zasłynąć, muszą wymyślić coś nowego. Tak powstała idea zdobywania ośmiotysięczników zimą, którą zapoczątkowali Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy, wchodząc 17 lutego 1980 roku na Mount Everest (8848 metrów nad poziomem morza). Polacy stali się specjalistami od tych niezwykle trudnych zmagań, zdobywając aż 10 z 14 ośmiotysięczników zimą. Dziś do zdobycia pozostała już tylko jedna góra – budząca grozę, niezwykle niebezpieczna i wymagająca K2.

Wspinanie na ośmiotysięczniki to zadanie dla naprawdę dobrze wytrenowanych, wysportowanych ludzi, a przy tym posiadających duże umiejętności techniczne i psychologiczne. Wyprawa trwa wiele tygodni i na swojej drodze eksploratorzy napotkają wiele trudów, jak przede wszystkim kłopoty z adaptacją organizmu do znajdującej się w powietrzu coraz mniejszej ilości tlenu, problemy z orientacją w terenie, realne zagrożenie życia z powodu na przykład schodzących lawin czy urywających się seraków, rozłąka z rodziną oraz przebywanie na bardzo małym terenie z niewielką grupą ludzi, z którymi trzeba się dogadać, by przeżyć. Nie każdy się do tego nadaje, a do tego często organizmy wyglądające na najlepiej przygotowane pod względem fizycznym okazują się znacznie mniej wydolne na dużych wysokościach, lub pęka ich psychika.

Zdobywanie ośmiotysięczników latem jest trudne, ale zimą to prawdziwy wyczyn, do którego zdolni są tylko nieliczni, najsilniejsi. Lista zimowych zdobywców jest krótka i przeważają na niej polskie nazwiska (aż 13!), a oprócz nich są na niej także Włoch, Amerykanin, Kazach, Hiszpan i Pakistańczyk. O tej porze roku paradoksalnie w górach śniegu jest nieco mniej niż w pozostałych, jednak z tego powodu jest trudniej, ponieważ przeważa twardy lód oraz spod śniegu wychodzą skały, które trzeba pokonywać odpowiednimi technikami wspinaczkowymi, co jest bardzo trudne na dużych wysokościach i przy zmęczeniu. Latem ten sam teren będzie łatwy do pokonania, ponieważ bez trudu pokonamy go po lodowcowej czapie śniegu. Dodatkowo zimą panują bardzo niskie temperatury, skrajnie niebezpieczne dla ludzi, wieje silny, porywisty wiatr, dni są bardzo krótkie i słońce przygrzewa przez niezbyt długi okres czasu, a do tego bardzo trudno natrafić na okno pogodowe. Zdarzały się zimy, podczas których nie było go praktycznie wcale. Z tym większą dumą można patrzeć na osiągnięcia naszych rodaków, którzy jako pierwsi zdobyli aż dziesięć z czternastu szczytów ośmiotysięcznych zimą.

Polacy rozpoczęli marsz ku chwale zimą 1980 roku, gdy czołówki gazet na całym świecie ogłosiły, że pierwszymi zimowymi zdobywcami najwyższego szczytu naszej planety – Mont Everest zostali nasi wspaniali himalaiści – Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy podczas wyprawy kierowanej przez Andrzeja Zawadę. To, co wcześniej wydawało się niemożliwe, Polacy wprowadzili w życie po sześciu tygodniach walki z tym wspaniałym ośmiotysięcznikiem, pogodą i własnymi słabościami, a do historii przeszedł dialog pomiędzy Zawadą i Cichym. Na pytanie z bazy: „Gdzie jesteście?” nasi wspinacze odpowiedzieli „Na szczycie, na szczycie!”. Co najciekawsze, Cichy i Wielicki byli na tej wyprawie stosunkowo młodymi himalaistami i nikt nie postawiłby ani grosza na to, że to właśnie oni, a nie nasi ówcześnie najlepsi wspinacze jak Ryszard Gajewski czy Maciej Pawlikowski wejdą na szczyt. Tymczasem z powodu kontuzji, chorób i wielu innych zdarzeń to właśnie oni idealnie wstrzelili się z formą i pogodą, osiągając wspaniały sukces.

Leave a Comment