Grossglockner – zdobywamy najwyższy szczyt Austrii

Alpy Centralne – ich położenie przypada na Austrię. Tam też, w obszarze tak zwanych Wysokich Taurów piętrzy się ponad innymi szczytami piękny, dostojny Grossglockner. Mierzy sobie 3798 metrów nad poziomem morza i robi niesamowite wrażenie na tle wszystkich pozostałych wierzchołków, przede wszystkim dlatego, że szczyt pokryty jest śniegiem. Mimo, że droga na Grossglockner prowadzi przez lodowiec o nazwie Pasterz, to jednak zdobycie go nie przysparza większych problemów, choć – trzeba przyznać – nie obyło się bez śmiertelnych wypadków, nawet udziałem doświadczonych himalaistów.
Grossglockner jest górą, która podobnie jak Rysy w tatrach Zachodnich została skomercjalizowana. Widać to już na pierwszy rzut oka, po przybyciu do miejscowości Kals, położonej tuż u podnóża góry. Mnóstwo tutaj pensjonatów i hoteli o bardzo dobrym standardzie, co najważniejsze – dla leniwych turystów, można wjechać samochodem – oczywiście tylko w sezonie letnim, na wysokość niemal dwóch tysięcy metrów, co oznacza, że do przemierzenia na własnych nogach zostaje nam mniej niż połowa odległości na najwyższy szczyt Austrii. Jednak to i tak nie jest żadnym ułatwieniem. Propozycja zdobycia Grossglockner jest jednak bardzo kusząca i ciekawa.
Kiedy już dotrzemy do miejscowości Kals, położnej najbliżej szczytu, możemy przenocować w przeuroczym hotelu. Oferowane jest tam pyszne regionalne jedzenie, wspaniała kawa, do której dodawana jest każdorazowo regionalna czekoladka. Jeśli ktoś nie chce wydawać fortuny (jak na polskie realia) na nocowanie w hotelu, zawsze może skorzystać z własnego samochodu i przespać się na bezpłatnym parkingu, który znajduje się tuż nad płatnym. Warto pamiętać o tym, że nie wolno rozbijać tam namiotów.
Kiedy nastanie dobra pogoda, latem jest tam podobnie jak w Tatrach, można uderzać na szczyt. Droga jednak nie jest łatwa. Do najbliższego schroniska, mieszczącego się jakieś 500 metrów w górę wcale nie jest łatwo dojść. Wszystko ze względu na bardzo duże przewieszenie. Różnice wysokości dają o sobie znać i nasz organizm niekoniecznie musi to dobrze znosić. Warto więc dać sobie nieco więcej czasu i wyjść rano. Po tym schronisku, następne znajduje się już na trzech tysiącach. Tam zaczyna się już walka. Dla niedoświadczonych turystów, pokonanie każdego metra jest nie lada wysiłkiem. Choć trudno mówić na tej wysokości o objawach choroby wysokościowej, to jednak w wielu przypadkach może pojawić się gorączka, zawroty głowy, nudności. Na tej wysokości warto zrobić sobie nieco dłuższy odpoczynek, by na sam szczyt Grossglockner wyruszyć z samego rana. Zwykle dojście zajmuje około dwóch godzin. Droga jest trudna, prowadzi przez lodowiec. Latem warto wychodzić więc zanim wstanie słońce, tak by nie poruszać się po śliskim rozmarzniętym śniegu. Droga na sam szczyt prowadzi przez dość stromą i stosunkowo niebezpieczną grań. Warto, będąc niedoświadczonym, wybierać się tam jednak z kimś bardziej biegłym. Warto także związać się dla bezpieczeństwa liną. Grossglockner słynie także z dynamicznej pogody. Przez nią kilka lat temu czwórka doświadczonych polskich alpinistów straciła w drodze na szczyt swoje życie.

Makalu – wcale nie taki niebezpieczny
Są takie ośmiotysięczniki, które choć są niższe od najwyższego Mount Everestu o tych kilkaset metrów, to jednak są nie do pokonania. Do takich nada należą Nanga Parbat oraz K2, które jeszcze nigdy nie zostały zdobyte przez żadnego człowieka zimą. Są jednak takie, które nieco łaskawiej przyjmują wszystkich śmiałków, chcących postawić stopy na ich szczycie. Do takich z pewnością należy Makalu.
Makalu to jeden z ośmiu himalajskich ośmiotysięczników. Dokładnie mierzy sobie 8463 metry nad poziomem morza i jest piątą co do wielkości górą Świata. Zlokalizowana w Nepalu, w Chinach od lat rozbudzała wyobraźnię himalaistów marzących o jej zdobyciu – zarówno latem, jak i zimą. Marzenia te spełniły się. Pierwszego wejścia na wierzchołek latem dokonał 15 maja 1955 roku Lionel Terray oraz Jean Couzy. Zimą szczyt zdobył tandem Simone Moro i Denis Urubko, a wydarzyło się to dokładnie 9 lutego 2009 roku.
Makalu, podobnie jak wiele innych znanych na świecie szczytów ma wiele swoich historii i legend. Jedna z nich związana jest z sylwetką jednego z najsławniejszych na świecie himalaistów – Polakiem – Jerzym Kukuczką. Otóż miał ona bardzo wielkie pragnienie zdobycia szczytu Makalu w pojedynkę. Wszystko zaczęło się tak, że szczyt postanowił zdobyć wraz z dwójką swoich przyjaciół-himalaistów – Wojciechem Kurtyką oraz Alexem Maclntyre. Mieli wejść na szczyt po zachodniej ścianie, jednak warunki pogodowe skutecznie pokrzyżowały im plany i zmusiły do powrotu do bazy. Kiedy pobyli tam kilka dni, pogoda nieco się ustabilizowała, Kukuczka wpadł na pomysł, by jednak spróbować zdobyć szczyt, ale tym razem w pojedynkę, drogą, która miał sobie wypatrzyć podczas pierwszego podejścia. Droga wiodła na samym początku przez grań południowo-zachodnią, następnie północno-zachodnią. Jak postanowił, tak tez zrobił. Wspiął się na szczyt Makalu wedle określonego przez siebie planu – wyznaczoną sobie trasą, solo i w dodatku bez zapasu tlenu w butli. Niestety wyczyn ten nie przyniósł mu należytej sławy, gdyż był tak mało wiarygodny, zwłaszcza dla nepalskich władz, że te nie uznały jego wejścia. Kiedy wydawało się, że wyprawa te przejdzie już bez echa, Kukuczka otrzymał dość dziwny list z Korei Południowej. Jak się okazało ,był to list gratulacyjny od innego himalaisty, który miał wejść na szczyt nieco później niż Kukuczka. Himalaista ten miał znaleźć na szczycie plastikową biedronkę, która była zabawką podarowaną Kukuczce przez syna jako talizman na szczęście. To było dowodem na zdobycie szczytu, po tych gratulacjach wejście Kukuczki zostało oficjalnie uznane.
Jak widać, życie potrafi napisać zupełnie nieprzewidywalne historie. Kto mógłby pomyśleć, że zwykła plastikowa biedronka może mieć tak wielkie znaczenie może nie dla historii świata, ale dla historii himalaizmu na pewno. Przykład Kukuczki jasno pokazuje, że warto mieć marzenia i warto wytrwale dążyć do ich realizowania. Osiąganie tak wielkich sukcesów w tak niewiarygodny sposób może budzić niedowierzanie innych, ale zawsze warto mieć nadzieję, że znajdzie się choć jeden sprawiedliwy, który poświadczy w nieprawdopodobny sposób nasze dokonania.

Leave a Comment